środa, 6 listopada 2013

Nowy trening dla kobiet w domu

Środa rano. Ostatni mój dzień, kiedy mam 31 lat ;-) Już jutro się to zmieni, ale na podsumowania może jeszcze przyjdzie czas. Na razie chciałam napisać o moim samopoczuciu po XCO. Wstałam... później niż zwykle bo o 7:50. Oczywiście poszłam spać koło północy i 2 albo 3 razy wstawałam do małej, więc tradycyjnie noc była przerywana, ale ponad 7 godzin snu było. Nie wiadomo jak liczyć taki sen. Obudziłam się zmęczona. Nie, żebym czuła jakieś zakwasy, czy ból, ale czułam, że moje mięśnie coś zrobiły. Poczułam to jeszcze bardziej, gdy zaczęłam wykonywać nowy trening:



Naprawdę było ciężko zrobić mi pewne ćwiczenia, zwłaszcza, że dużo było w podporze. Na pewno mój brzuch i ręce popracowały. Ostatnio w ogóle nie ćwiczę rąk żadnymi hantlami ani nie wykonuję żadnych ćwiczeń na górne partie mięśniowe. Ciągle te podpory i tego typu rzeczy. Choć na XCO co nieco było treningu na te partie mięśniowe. Spoko spoko. Będę ten trening wykonywać przez 2 tygodnie, a potem ruszam z treningiem siłowym.

Na zakończenie mojego 31. roku życia postanowiłam przestać panikować. Waga pokazała dziś 55,2 kg, czyli już naprawdę sekundy dzielą mnie od osiągnięcia mojego celu i nie zamierzam tego zaprzepaszczać, ani robić teraz nie wiadomo co, żeby zgubić te 0,2 kg, bo to przecież jest tylko 1400 kcal, czyli w zasadzie 2 porządne treningi półtoragodzinne. Oczywiście źle to liczę, bo skoro podczas takiego treningu porządnego 1,5 godzinnego spalam około 20 g tłuszczu, to potrzeba mi 10 takich sesji, więc ćwicząc powiedzmy tak 2 razy w tygodniu potrzeba mi 5 tygodni, żeby zrzucić 0,2 kg tłuszczu samymi ćwiczeniami, proste. Czyli akurat do wizyty kontrolnej u Kariny w grudniu powinno być to już zrobione. Taki jest mój plan. Oczywiście powinnam mieć jeszcze deficyt kaloryczny z diety, więc może się uda wcześniej, ale już się nauczyłam, że moja waga pogrywa sobie ze mną dokładnie tak, jak chce.

Na urodziny nie idziemy jednak na steki, tylko na słodycze. W zamian za to nie będę już jeść słodyczy w weekend. Zjem pucharek lodów i kawę. Nie będę zamawiać dodatkowego ciastka, bo miałam dylemat, ciastko, czy lody czy to i to. Na pewno nie to i to!!! To że mam urodziny znaczy, że mogę zaszaleć, ale nie muszę przesadzać!!! Idę robić zupkę maluszkowi i sobie obiad, bo potem mamy wizytę kontrolną u lekarza, a następnie przychodzi do nas niania na rozmowę. Zobaczymy, co to będzie!

PS. Nie wiem, co ja za głupotę wymyśliłam z tym obliczaniem spalania tłuszczu! Przecież chcę zgubić 0,2 kilograma, nie koniecznie tłuszczu. Tłuszczu chcę zgubić jak najwięcej, a na ostatnich pomiarach było około 11 kilo. Dążę do 10 kilogramów, chociaż nie wiem, czy to realne. Każda wartość niższa będzie dobra. Każda wartość większej ilości tkanki mięśniowej również będzie dobra. A co! Mięśnie są dobre! Unieważniam obliczenia, zabieram się za malowanie obrazków.

PS. 2. Czuję moje mięśnie brzucha. Nie są to zakwasy, ale czuję, że pracowały. Ręce też czuję.Jutro będę się regenerować. W piątek będę ćwiczyć w domu - koniecznie rano. Dziś się jakoś udało, chociaż małe chciało aktywnie przełączać mi stopper w telefonie :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz