piątek, 24 stycznia 2014

Szczypię, gryzę i drapię, czyli terror Małego Gada

Trochę ostatnio mniej myślałam o moich sprawach wagowych (czyli bzdurnych) oraz żywieniowych. Po prostu jakoś to szło swoim rytmem. Na treningi ostatnio nie mam za dużo czasu, albo nie chcę się mi specjalnie. Brakuje mi jakiegoś porządnego planu. Wciąż męczę to Insanity i nie mogę go skończy - odkąd postanowiłam ćwiczyć je tylko 2-3 razy w tygodniu to idzie to o wiele wolniej i trudniej. Waga około 56,0 czyli idealnie jak na moje obecne warunki, bo w zimie i podczas karmienia nie spadnie, to już ustaliłam i pogodziłam się z tym. Pan P. czyli pan Psycholog twierdzi, że mam problemy z zaakceptowaniem swojej kobiecości. Owszem, mam. 

Oprócz tego maleństwo dostało kataru i wdała się sytuacja kryzysowa. Płacz, nieprzespane noce, odciąganie glutków itp. Okazuje się, że nie radzimy sobie najlepiej w takich sytuacjach. Ja we wtorek poszłam na fitness i zostawiłam mojego męża z małą, a jego ta sytuacja przerosła. Oczywiście nie powiedział mi o tym, tylko potem się na mnie obraził. Całą środę się kłóciliśmy - ja czułam się niedoceniona i zaniedbana, on opuszczony. Zaczęłam się zastanawiać, czy on nie czuje się zawsze opuszczony, jako DDA i sam ma z tym problem, bo kiedykolwiek bym nie wyszła z domu jak ewentualnie mógłby mnie potrzebować, to właśnie czuje się pozostawiony i porzucony, a ja jestem egoistką. Nie wiem, może jestem. Ciężko jest mi to rozstrzygnąć. Z kolejnej strony w ogóle już prawie nie wychodzę z domu, tylko siedzę z małą cały czas. Co prawda jest teraz niania, więc mam trochę lżej, ale równocześnie zajmuję się domem i zabrałam się za robienie projektu naszej sypialni, tak więc nie za dużo jest czasu na odpoczynek, o ile w ogóle. I to ciągłe siedzenie w domu! Ja nigdy nie byłam domatorką. Nawet na spacer nie da się wyjść przez ten katar!!! Jesteśmy uziemione i uwięzione w domu! Nie wiem, jak to ocenić. Nic nie jest czarno-białe. Pewnie każde z nas ma trochę racji. Rozumiem teraz mojego męża, wiem, że potrzebował mojej pomocy, a mimo to wyszłam. Wczoraj również i nie posprzątałam nawet zabawek małej, on musiał zrobić to wszystko sam. Z jeszcze kolejnej strony jemu też się zdarzają takie wyjścia, kiedy ja zostaję sama i bez pomocy i muszę sobie radzić.... Nikt nie jest doskonały, a życie nie jest idealne. Dzięki moim rozmowom z panem P. zaczynam to rozumieć, a kłótnia z mężem nie jest dla mnie już końcem świata, tylko kolejną kłótnią i jakoś rozsądnie potrafię sobie to wytłumaczyć.

Mała zaczęła nie panować nad swoimi emocjami. Gryzie mnie, drapie i szczypie. Jestem cała poraniona. Postanowiłam kupić sobie książkę Tracy Hogg, kolejną część poradnika, dzięki któremu udało się nam wiele nauczyć maleńką i przetrwać pierwsze miesiące życia. Teraz pora na kolejne etapy. Tylko muszę się udać do rossmana, albo kupić ją przez Internet!!! "Zaklinaczka dzieci. Jak rozwiązywać problemy wychowawcze." Tak, dokładnie ta książka jest mi teraz potrzebna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz