Dzisiaj na mojej sesji terapeutycznej przyznałam się, że ... nie mogę żyć z powodu jednego kilograma, który przybył mi podczas świąt. Męczy mnie to niemiłosiernie, mam ustalony plan diety na cały miesiąc, żeby go zgubić, piszę tego bloga i non stop o tym debatuję. To nie jest normalne!!! Niestety był to już koniec spotkania i o tym będę rozmawiała dopiero na następnym spotkaniu, ale będzie od czego zacząć i będę mogła poświęcić temu tematowi więcej czasu...
Inną sprawą jest, że zważyłam się na wadze na moim fitnessie. Zrobiłam pomiar tkanki tłuszczowej z wydrukiem i wyszło mi, że mam 12,3 kg tłuszczu, a pod koniec listopada, kiedy to naprawdę mało ważyłam i dobrze się czułam (55,7 kg wg mojej domowej wagi) to wtedy miałam 12,5 kg tłuszczu. Mięśni miałam za to o 0,7 kg mniej, tak więc mam 0,5 kilowy przyrost masy ciała, ale to mięśnie a nie tłuszcz, więc może nie jest tak źle. Dalej czuję, że moje ciasne dżinsy są za małe i źle się dziś w nich czułam. Jutro ważenie i się okaże. Niestety zapoczątkowałam tą machinę diety 1600 i już będę musiała to ciągnąć jeszcze mniej więcej do końca stycznia, żeby powoli wyprowadzić się z tej niskokalorycznej dla mnie diety.... Może jeszcze 2 dni, a może jeszcze 5 - i dodajemy kalorie!!!
Mała nie chce spać, z usypianiem jest coraz gorzej :/ Koniec pisania, czas usypiania. Zaraz umrę z głodu - zaczęłam być znów głodna jak ograniczyłam kalorie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz