środa, 1 stycznia 2014

Nowy Rok w lenistwie i w starych zwyczajach

Dziś ogłosiłam sobie dzień luzu i być może przesadziłam.... Na pewno przesadziłam. Nawet mój mąż powiedział mi, że się objadam. W dobrej wierze to powiedział, ale ja i tak zjadłam co miałam zjeść, a potem wieczorem wsunęłam jeszcze czekoladę. Znowu zapomniałam o mojej motywacji i zrobiłam sobie wielki odpust, a potem będę musiała to naprawiać. Za dużo stresów się zgromadziło pod koniec starego roku... powinnam była to zostawić za sobą, ale tak się nie da. Wszystko to będzie ciągnęło się za mną w tym roku, ale tylko ode mnie zależy, co z tym zrobię.

Od juta zamierzam już wrócić na właściwe tory, jeśli chodzi o odżywianie. Robię moje Insanity i dopiero potem wymyślę kolejny plan treningowy. Ważenie w sobotę a potem prosto do celu 55 kg!

Dziś na spacerze z małą rozmyślałam i doszłam do wniosku, że może jedynym wyjściem jest rzeczywiście wyjechać, zacząć wszystko od nowa. Norwegia. Szwagrowie już tam są, byłoby łatwiej. Mała jest na tyle mała, że się przystosuje do życia w nowym miejscu, nauczy się języka, pójdzie do szkoły, da sobie radę. Tu czekają nas tylko problemy i zanieczyszczone, a wręcz zatrute powietrze. Nie chcę, żeby moja córka wychowywała się w takim klimacie... Z drugiej strony rodzina, ale już wiem, że choć nie jest łatwo, to można sobie ułożyć życie z dala od niej.

Myślałam też o tym usypiając moją malutką. Może to znak, że trzeba coś zmienić. Męczę się w moim zawodzie odkąd zaczęłam go wykonywać. Pomyliłam się. Źle wybrałam. Wiedziałam to już na studiach. Chciałam zajmować się od początku budową małych domków, planowaniem ich, wnętrzami, a nie ogromnymi galeriami, centrami handlowymi, naprężeniami i zbrojeniem!!! Może to jedna na milion szans, żeby zawrócić na właściwy tor. Mogę zmienić teraz wszystko, albo pozostać w tym samym miejscu i być całe życie nieszczęśliwa! Owszem, można pracować dla pieniędzy i nie koniecznie lubić to, co się lubi, ale chyba jednym z największych szczęść jest możliwość połączenia swoich pasji i pracy. Może to jest właśnie ten moment, kiedy należy to zrobić. Wystarczy uwierzyć i oczywiście zacząć działać, bo bez działania nic się nie stanie!!!

Moja szwagierka trochę mnie zniechęciła, bo uważa, że nie ma zleceń, zwłaszcza w Krakowie. Ogromna konkurencja, mało klientów, ale przecież niektórzy prosperują i jakoś sobie radzą! Trzeba zacząć działać. 

Teraz jeszcze napiszę maila do Pani Dietetyk o tym, ja minęły mi Święta i Nowy Rok, do końca tygodnia jeszcze pocieszę się beztroską wolnością, a od poniedziałku ruszam do dzieła i na podbój świata!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz