sobota, 4 stycznia 2014

Ostatnie 3 dni, +1 kg, 42 dni Insanity

Weszłam dziś na wagę, żeby sprawdzić straty poświąteczno-sylwestrowe. 57,1 kg. Procenty tłuszczowe też skoczyły do góry, czyli jednak 2 dni zdrowego odżywiania nie wystarczą, żeby naprawić skutki moich świąt i sylwestra i tego, co zjadłam, ale może i tak nie jest źle. Trzeba sobie pomyśleć, że to tylko 1,1 kg, więc całkiem niewiele jak na taką rozpustę co była, bo nie ma co oszukiwać, ale objadałam się trochę - w zasadzie to przez większość świątecznych dni. Nie panikujmy więc. Owszem, moim marzeniem jest ważyć jak najmniej, ale już będę zadowolona jak wróci mi waga przedświąteczna. Spokojnie, bez paniki. Robię cały czas Insanity, jem zdrowo, a od przyszłego tygodnia będę chodzić na fitness 2 razy w tygodniu po 2 godzinki, a może i 3 razy w tygodniu wykroję sobie czas na jakąś aktywność. Zobaczymy. Wracamy też na basen z małą, więc będzie co robić. 

Psychoterapia. Wczoraj byłam po świątecznej przerwie na mojej terapii. Tym razem nie opłakiwałam mojego małżeństwa, bo przez okres świąteczny udało się nam spędzić razem trochę czasu, w zasadzie większość i tylko była jednak okazja do awantury, ale udało się rozpiąć tą sytuację i wszystko skończyło się dobrze i przyjacielsko. Jednak zmęczenie, stres, praca, to wszystko nie służy związkowi....
Rozwiązałam też moje dylematy na temat karmienia piersią. Nie będę na razie małej odstawiać, to byłby dla niej podwójny szok - moje zniknięcie i równoczesne odstawienie. To by się na niej niekorzystnie odbiło. Pan psycholog powiedział, że w wieku 1,5 roku dziecko ma ponowną potrzebę zbliżenia się do matki i dlatego bardzo trudno jest je wtedy odstawić. Ja też czytałam, że w wieku 1,5 roku zwiększa się potrzeba ssania. Tak więc wymyśliłam sobie, że rok i 3 miesiące to będzie dobry czas na odstawienie. Czyli jeszcze trochę będę z Małą na cycku, zdążymy się tym nacieszyć i nie doczekamy do tego nieszczęsnego 1,5 rocznego wieku.

Insanity. Wykańcza mnie. Po wczorajszym plyo mam zakwasy wszędzie. Ponieważ chcę chodzić na fitness, tzn chodziłam i będę chodzić, teraz miałam tylko 2 tygodniową przerwę świąteczną jeśli chodzi o wyjścia na siłownię, to by było tego o wiele za dużo. Spokojnie mogę sobie robić Insanity 3 razy w tygodniu, jeśli na fitness wyjdę ze 2 razy. Zresztą jak widzę już to pisałam. Rano nie mogłam dokończyć posta, bo mała stukała mi w klawiaturę.

Moja poranna waga mnie zdemotywowała i to również, że ciągle i znowu muszę się odchudzać, ale przecież nie muszę, nie jest źle. Mam tylko do naprawienia skutki świątecznego obżarstwa, a i tak nie jest źle, bo z tego co wiem, to koleżanki mają nawet więcej do zgubienia. Taki los. Poświąteczny los. Oglądnęłam dziś jednak dokument o gościu, modelu i trenerze fitness, który by wczuć się w rolę klientów zdecydował się przytyć 40 kilo w pół roku i w pół roku je zrzucić. Żeby to zrobić to oczywiście musiał się nawet nie najeść, ale nawpiep**** niezdrowego, śmieciowego żarcia w chorych ilościach.... i czuł się fatalnie! Tak więc... to powinno dać mi do myślenia. Można zrzucić tyle ile się chce, tylko trzeba mieć odpowiednią motywację, a z tym wiadomo czasami u mnie jest słabo, niby ona jest, ale potem gdzieś ginie, motywację, determinację, być nastawionym na cel.... Tak więc nie poddaję się! Ja oczywiście odżywiam się cały czas zdrowo, tylko gubią mnie napady obżarstwa, głównie słodyczowego. Pracuję nad tym, żeby w tym roku tak nie było! Będzie tylko dobrze. Motywuję się na mój cel 55 kg! A co! I can do it!!!!

Zostały ostatnie 3 dni wolnego... wolnego mojego męża i normalności w naszym życiu, w zasadzie gdy zaczynałam to pisać to były 3 dni, a teraz nagle się zrobił tylko 1, bo dzisiaj minęło a w poniedziałek mój mąż musi jechać z teściową na wieś, więc nie za dobrze, bo znowu zostanę sama.

Oprócz tego żyję w ciągłym stresie. Za 2 dni przychodzi do nas niania. Na razie nie zostawiam z nią dziecka samego, ale po 2 tygodniach już będę tak robić, chociażby po to, by pozałatwiać sprawy w pracy. Kolejny stres, rozmowa z szefem, którą nawet nie wiem, jak zacząć. Niby nic nie może się stać, bo będę chroniona, ale cóż i tak może być nie miło... a może tak nie będzie? Może facet nie będzie mieć jaj, żeby wywalić dziewczynę, matkę maleństwa na bruk? Już niedługo się przekonamy.

A propos stresu. Mój mąż przyszedł dziś do mnie z propozycją paktu, że on obiecuje mi mniej się denerwować, pod warunkiem, że ja się będę więcej uśmiechać i mniej stresować! Bardzo się mi ten pomysł podoba, bo on często się na mnie złości zupełnie bez powodu, tzn powód zawsze się znajdzie, ale nie z mojej winy, tylko ze zmęczenia, z braku snu, braku czasu itp. Tak więc kiedy tylko się na mnie zezłości, będę mu przypominać o tym, co sobie obiecaliśmy. Ja mogę się uśmiechać, w porządku!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz