Mimo, że siedzę jeszcze w domu na urlopie rodzicielskim, to jednak to już nie jest to samo. Wiem, powinnam się cieszyć, mam opiekunkę do pomocy. Teraz w końcu na spokojnie mogę ugotować obiad, zająć się domem, a być może i nawet wykroić trochę czasu na pracę, czy dla samej siebie. Sęk w tym, że już nie jestem z Maleńką sam na sam. Już nie jesteśmy tylko dla siebie. Mam wrażenie, że muszę się nią z kimś dzielić i to jest dla mnie trudne. Bardzo trudne. Niania nie jest zła, ładnie zajmuje się małą i nie uprowadziła jej dzisiaj, gdy wyszłam na chwilę do sklepu. Tak, tak, takie właśnie najgorsze wizje czają się w moim umyśle. Jakoś trzeba będzie je stłamsić i zaufać obcej osobie. Nawet żal mi jest tych wszystkich spacerów, na które nie pójdziemy. Ale cóż, tak musi być. Będziemy razem chodzić na spacery w weekend i spędzać efektywniej czas wieczorem.
Właśnie, wieczorem! Treningi będę robić jak najpóźniej wieczorem, gotowanie też wieczorem, a jakaś dodatkowa praca... też wieczorem, oj noce się skurczą. Dlatego też właśnie trzeba będzie ćwiczyć mniej i mniej. Ważne, żeby w ogóle coś robić i utrzymać jakieś minimum w postaci 3 razy w tygodniu. A może coś wymyślić z gotowaniem? Koło mojej pracy (z której na razie nie jestem wyrzucona) otwarli jakąś knajpę z oryginalnym jedzeniem. Trzeba będzie sprawdzić. Jest też jeszcze jedna super koło domu mojej siostry. Nie do końca mam po drodze, ale może jakoś będę mogła coś pokombinować i tam podjeżdżać po jedzenie. Wszystko da się jakoś rozwiązać. Trzeba tylko pomyśleć... albo mieć pieniądze, z którymi ostatnio krucho....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz