niedziela, 5 stycznia 2014

Mój teoretycznie wolny dzień

Ponieważ mój mąż pojechał wczoraj na narty, a ja zostałam z małą sama na prawie cały dzień, to ... dziś jest zapowiedziany mój wolny dzień od opieki nad dzieckiem. Co prawda wstałam i zrobiłam mu śniadanie, obiad też już jest przygotowany, i ciągle mam pęd żeby za małą gdzieś biec i się nią zajmować, ale mój mąż się odgraża, że oni sobie sami poradzą, i żebym dała im spokój, bo potem będę mu wypominać, że nie miałam swojego wolnego dnia. Tak więc:

- zjadłam śniadanie przed telewizorem, a nie "wpychając" na zmianę jedną łyżeczkę owsianki do mojej buzi, a jedną do buźki maleństwa,

- wykąpałam się, umyłam i wysuszyłam włosy przy zamkniętych drzwiach łazienki, bez asysty mojego małego niezastąpionego asystenta, któremu nawet na moich oczach udało się wczoraj w łazience zrzucić szklaną półkę i rozbić jej kawałek

- zaraz sobie zrobię make-up i pojadę spotkać się z moją dawno nie widzianą przyjaciółką

- nie będę gotować obiadu, tylko kupię sobie coś na mieście

- jak wrócę to pójdę na drzemkę

- po drzemce poćwiczę sobie 

I to wszystko bez wyrzutów sumienia! Wrong! Oczywiście, że będę myśleć o maleństwie i patrzeć na to co robi, będąc w domu, ale chyba mój mąż ambitnie podszedł do tematu i teraz, kiedy zasiadłam do laptopa w salonie przed włączonym telewizorem, to zabrał małą, która tu koniecznie chciała wtargnąć i zamknął mi drzwi do pokoju. Zobaczymy, jak będzie ze spacerem. Ostatnio miał problem, żeby zanieść małą i całą jej graciarnię do wózka, który stoi w piwnicy. Potrzebował mojej asysty. Zobaczymy, jak będzie teraz.

Moja mama wczoraj stwierdziła, że kobiety nie mają szans odnieść takiego sukcesu jak mężczyźni, bo rozmieniają się na drobne - robią tysiąc rzeczy na raz, a facet myśli tylko o jednym. I to jest prawda absolutna. Ja tu się zajmuję dzieckiem, myślę o domu, o naszym małżeństwie, o mojej pracy i o wszystkim na raz i czuję, że wszystko w jakiś sposób jest niedociągnięte i zaniedbane. Do tego oczywiście jeszcze moje fitnessy i diety....

57,0 kg, czyli dalej mamy jeden nadprogramowy kilogram. Miałam być skupiona na celu, ale ciągle jeszcze myślę, że niech już ta waga wróci do 56,0 to to już mi wystarczy i przestanę wydziwiać i cudować!!!! Chyba tak szybko mi to nie zejdzie jak planowałam, choć już jest -0,1 kg mniej niż wczoraj.... oczywiście, że nie miałam się ważyć codziennie.... To tylko taka moja wstawka z codziennego mojego życia i wyimaginowanych problemów.

Oglądam sobie "Idealną nianię". Ech, już pojutrze przyjdzie nasza do domu. Moje obawy? Zapytał mój psycholog. Obca osoba w domu, do której będę musiała się przyzwyczaić, obca osoba zajmująca się moim dzieckiem, czy ja nie przestanę być ważna dla mojego dziecka?

Dobra, relaksuję się, a co! Należy się mi!!! Choć dzisiaj rano stwierdziłam, że chyba cały czas się obijam, bo moje koleżanki wymęczone, wychudzone i niewyspane, a ja nie lecę z wagi, całkiem dużo sypiam, mam tylko notorycznie podbite oczy!

PS> Miałam rację. Wolnego i swobodnego dnia to ja już nie będę mieć nigdy. Małżonek bawi się z małą, zajmuje się nią i idzie z nią na spacer, ale przy tym nie spogląda na mnie i mam im nie pomagać i nie przeszkadzać, bo jak rano chciał bodziaka, to ja mu powiedziałam, że przecież "nie ma mnie w domu". On to oczywiście wziął śmiertelnie poważnie do siebie i teraz nic nie mogę zrobić. Chciałam mieć dzień wolny to mam (no może nie zupełnie taki... bo ja mu wczoraj nic nie smęciłam, jak go nie było), to ja ustaliłam takie zasady, że mnie nie ma (jego słowa), tak więc teraz muszę sobie odpoczywać, żebym potem mu nie wypominała, że nie miałam dnia wolnego... Ech, faceci!!!! Nawet gdy mała raczkowała dać mi buziaka, to porwał ją, żeby ją przebrać i zamknął przede mną drzwi od jej pokoju! Ech faceci i ich ego!!! Prawda jest taka, że nigdy nie będę mogła mieć kompletnie wolnej głowy od opieki nad małą, w końcu jestem jej mamą... ale może w sumie dobrze, niech się nią zajmuje cały dzień, niech zobaczy jaki to nakład pracy, gdy człowiek sam musi sobie poradzić z dzieckiem i z domem. Tak jak już wspominałam, obiad ma ugotowany, tylko przygrzać, więc połowa roboty z głowy.... a ja się zbieram już na miasto. Coś się mi robi słabo, bo to pora mojego drugiego śniadania, ale dzisiaj przestawiamy wszystko...

Ja sama też będę musiała się lepiej zorganizować, żeby nie marnować tyle czasu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz