środa, 26 lutego 2014

Feeling down.... faza upadku

Tak właśnie tak, nie można być cały czas na szczycie... choć bardzo ciężko pracowałam, żeby na niego się wznieść, to wystarczyły 4-5 dni objadania się, żeby znowu poczuć się fatalnie! Jeszcze w ten piątek ważyłam 56,1 kg, czyli super, a teraz boję się wejść na wagę i widzę, że mam pućki po bokach ud, a spodnie zrobiły się za ciasne, a ja... zdołowana. Czuję się źle! Pod tym względem słodycze są szkodliwe. Wpadłam w ciąg i nie jest najlepiej! Dodatkowo dobija mnie stagnacja i brak pracy... i to, że praktycznie nie wychodzę z domu! To muszę zmienić. Zaraz zbieram się na trening. Moje treningi ostatnio nie miały planu i polegały głównie na treningach cardio - step i dance, a nie ma to jednak jak dobra siłownia, jeśli chodzi o efekty!

Zabieram się od poniedziałku za focus T25 - to będzie porządne cardio, ale też trzeba będzie pomyśleć o treningu siłowym! Który mam! Na 6-8 tygodni!!!!Na pewno trzeba będzie włączyć trening siłowy do moich poczynań, bo tylko on przyniesie mi właściwe rezultaty!!! Wracam do planu sprzed ślubu. Na pewno da mi porządnie w kość i pomoże dojść do super wiosennej formy! Prawda jest taka, że treningi i dieta zeszły na dalszy plan i zaniedbałam je w stosunku do tego, co robiłam wcześniej!!!! Zobaczymy jak to wszystko pogodzić czasowo! Dalej mam zaległe książki do przeczytania i kilka rzeczy do zrobienia! Ok, zbieram się na siłownię - dziś TBC i stretching oraz relax - przyda się mi na pewno!!!!

A na razie nie przejmuję się - grunt to nie ubierać za ciasnych spodni i nie denerwować się niczym!!!! 

wtorek, 25 lutego 2014

Pourodzinowa posucha

Urodziny Małej się udały znakomicie. 
Oczywiście to punkt zwrotny w mojej zdrowotnej karierze - czyli znowu objadanie się słodkim i brak ćwiczeń - niestety tak się to zbiegło w czasie, bo było mniej czasu, a dodatkowo mąż teraz wyjechał na tydzień, więc ćwiczeń będzie mniej. No trudno. Nadrobię to wszystko. Jeszcze trzeba przeżyć tłusty czwartek i zabieram się za pracę nad sobą. Trzeba dokończyć to, czego nie zrobiłam wcześniej, czyli uzyskać wagę sprzed ciąży - ale bez stresu, bez obliczania wszystkiego. Tak po prostu. Zdrowo żyjąc i dbając o siebie!

Zdrowo żyję i tak właśnie z lodówki zniknęło mi półtorej czekolady! Dramat, co ja wyprawiam. Zaczęłam łapać jakieś nastroje depresyjne! Na szczęście zebrałam się i wybrałam się do kuzynki z małą. W końcu wyszłam z domu, bo ostatnio nie wychodzę wcale... bardzo się na mnie to niekorzystnie odbija! Siedzę i jem, nie ćwiczę, załamuję się tym, że nic nie robię.... zadzwoniła do mnie koleżanka z propozycją dorywczej pracy. Zobaczymy, może coś z tego będzie i przyda się mi to... nie jestem stworzona do bycia kurą domową, oj nie ..... Naprawdę muszę się ogarnąć i wyjść z tego marazmu!!!

czwartek, 20 lutego 2014

Życie bez stresu?

Taki właśnie był plan. Spokój, relaks, luz, życie bez stresu. Spotkałam się jednak wczoraj z moją przyjaciółką na kawie, a ona powiedziała mi, że... jestem strasznie zestresowana i że to po mnie widać, że zawsze tak było, że cały czas nerwowo patrzę na komórkę, planuję wszystko i organizuję, że wszystko muszę mieć pod kontrolą, a przecież to jest niemożliwe i niezdrowe! Że stres niczemu nie służy, i tak sytuacja nas dopadnie (pewnie pomijając ten stres motywacyjny).

Moje podejście do siebie też jest niewłaściwe. Mówię sobie, że się mi uda z firmą, bo przecież są ode mnie gorsi, zamiast skoncentrować się na tym, jaka ja jestem i jaka jest moja wartość. No właśnie, nie bardzo widzę swoją wartość. Spotkanie było miłe, ale dało mi dużo do myślenia!

Najgorsze z wczorajszego dnia jest to, że po całej tej rozmowie byłam tak wykończona i zniechęcona, że nawet odepchnęłam mojego męża, któremu brało się na amory... a szkoda, bo była szansa się zbliżyć. Teraz pewnie już nie będzie chciał, czyli ja będę musiała się postarać. Dalej moje libido nie wróciło do normy i dalej jest na poziomie prawie zerowym. Ciekawe, czy to kiedyś minie....

środa, 19 lutego 2014

Życie bez stresu

Tak właśnie teraz postanawiam żyć!

W poniedziałek bym wróciła do pracy, gdyby nie zaistniała sytuacja. Ale nie wróciłam i trzeba wyciągnąć z tego pozytywy. Nie do końca lubiłam swoją pracę i teraz mam szansę zająć się czymś innym. Mój mąż mówi mi tylko: żebym tylko nie zostala managerką domowego ogniska, jak nasza szwagierka, która tak siebie nazywa po tym jak utknęła z 3 dzieci w domu. Ale ona jest do tego stworzona, urodzona domowniczka! Nie to co ja. Ja muszę coś robić oprócz gotowania zupki. Zresztą gotowanie i jedzenie zeszło na dalszy plan. Kompletnie nie mam do tego głowy i nawet nie mam pomysłu co zrobić dziś na obiad!!! Jest mi wszystko jedno.


Robię powoli sobie stronę internetową. Wizytówki, logo, ustalam cennik. Na razie będzie taniutko, ale od czegoś trzeba zacząć. Dobrze, żebym jakiekolwiek pieniądze dokładała do budżetu. Ogólnie mam pół roku na rozkręcenie interesu.... a podobno 2-3 pierwsze lata są przechlapane - tak powiedziała moja nowa pani fryzjerka, prowadząca własny biznes!!  Miałam się nie stresować, a jednak to nic nie robienie przyprawia mnie o nerwy. Czekam aż zostanie stworzona moja strona internetowa, a na razie hobbistycznie przeglądam książki, gazety i artykuły i będę kształcić się z programów, a co!

Dobra, nie piszę pracuję.

Jeszcze tylko jedna ważna rzecz: moje maleństwo skończyło wczoraj roczek!!!! Juhu!!!

sobota, 15 lutego 2014

W przedbiegach...

Coraz mniej czasu mam na pisanie, bo coraz to więcej czasu poświęcam innym rzeczom.

Własny biznes! Jeszcze nie zaczęłam nic robić, ale... zaprojektowałam stronę internetową, logo, wizytówki, napisałam wzór umowy z klientem oraz wstępną ankietę dla klienta przed przystąpieniem do prac projektowych. Na razie mam wiele pomysłów, co jeszcze mogłabym zrobić i wiele prac przygotowawczych mnie czeka, zanim za cokolwiek się zabiorę na poważnie. Zanim poszukam pierwszych klientów, zanim zacznę pracować naprawdę. Wnioski o dotację również złożyłam. Na razie 3!


Prawda jest  taka, że jest różnie  z moim samopoczuciem. Podobno to naturalne  - w jednej chwili czuje się euforię i przypływ sił, a w drugiej rezygnację. Takie uczucia mieszają się we mnie cały czas.

Postanowiłam się również nie poddawać jeśli chodzi o pracę. Mam dość traktowania mnie jak śmiecia. Pomiatania mną! Ciągle boli mnie żołądek z tego stresu. To niesprawiedliwe. Nie będę mieć więc sentymentów, pójdę do sądu walczyć o moje prawa.

Moja waga spadła z tego stresu, co było nieco dziwne, bo odżywiam się strasznie. No może nie przez cały czas, ale... kupuję gotowce w jakichś podejrzanych restauracjach (nigdy więcej olimpu), albo gotowe pierogi!!! I nie unikam słodyczy! Od razu to widać na mojej cerze! No właśnie i tak dzień po dniu. Nie przejmuję się jedzeniem ostatnio, nie jest już tak perfekcyjnie. Waga niby pokazała mniej, ale coś teraz w weekend już czuję, że spodnie są lekko ciaśniejsze! Ale to naturalne wahania po większym jedzeniu. Powinnam sobie kupić luźniejsze spodnie i mniej się przejmować. Daleko mi teraz do ideału.

Siwy włos! Znalazłam pierwszy siwy włos u mnie na głowie... a w zasadzie 2! To niezbity dowód na to, że się po prostu starzeję! Nic to, trzeba po prostu o siebie zadbać i więcej czasu sobie poświęcić i tyle i również zaakceptować pewne zmiany.

Obawiam się, że następne 2 tygodnie nie będą idealne, gdyż czeka mnie przyjęcia dla mojego maluszka z okazji 1 urodzin, a potem jeszcze jest tłusty czwartek! Obiecałam sobie jednak, że 1 marca będzie tym dniem, gdy zacznę naprawdę zdrowiej się odżywiać - tak na wiosnę. Będę pić więcej wody mineralnej i takie tam. Obecnie naprawdę nie jest najlepiej!

sobota, 8 lutego 2014

No i gdzie moja równowaga?

Ciężko zachować spokój i równowagę, gdy przyszłość jest niepewna. Na razie się udało. Idę na urlop wypoczynkowy do połowy maja i a ten czas mam zapewniony spokój i pracę. Tak więc no stress! 

Niestety ostatnimi dniami poluzowałam sobie strasznie z dietą - w zasadzie to żadnej diety nie trzymam! Nie zapisuję tego co jem, a jednak prowadzenie dziennika było dobre! Przynajmniej miałam świadomość tego, że sobie za bardzo poluzowałam i w jakich to było sytuacjach a tak to znowu pojawiło się niekontrolowane jedzenie. Wszystkie sprawy zdrowotne zeszły na dalszy plan.

Jeszcze mnie czekają urodziny maleństwa, kiedy to na pewno będziemy więcej jeść, ale takie dni się będą pojawiały zawsze. Powiedzmy, że to będą moje cheat meal day'e, tak jak miało być. Od poniedziałku wiec... albo nie, od teraz natychmiast wracam na właściwy tor i zapisuję wszystkie posiłki - albo przynajmniej te, co do których mam jakieś wątpliwości. Nie odchudzam się, ale utrzymuję wagę 56,0 kg! Po odstawieniu małej od piersi będę walczyć dalej... aż się boję wejść teraz na wagę, bo prawda może być brutalna! Trudno, sprawdzę to w poniedziałek!!!

Prawda jest taka, że zakładając własną działalność nie będę mieć już nigdy spokoju i ciepłej posadki... ale też nikt nie będzie mnie już traktował jak śmiecia! Tak więc skupiam się na pozytywach i na prostej drodze do sukcesu... w każdej dziedzinie! Będę nad sobą pracować. Non stop! Całe życie przede mną. Zawsze można coś naprawić i zmienić na lepsze!!!! Do dzieła!

wtorek, 4 lutego 2014

Pracaaaaaaa...aaaa

No trochę mnie tu nie było, bo wydarzyła się apokalipsa! Mój powrót do pracy okazał się niemożliwy, a szef okazał się prawdziwym sk*********. Zachował się bardzo nieelegancko. Nie dość, że nie chciał, żebym wróciła do pracy i zaproponował mi żebyśmy się rozstali (tak właśnie tak, wywalam panią na bruk, ale to będzie dla pani lepsze, zobaczy pani!!!!), to jeszcze chciał pozbawić mnie wszelkich należnych mi praw, typu okres wypowiedzenia oraz zaległy i bieżący urlop. Cały tydzień studiowałam prawo pracy, konsultowałam się z prawnikami oraz podejmowałam życiowe decyzje co zrobić w takiej sytuacji. Ciężka sprawa. Ostatecznie postanowiłam, że odejdę. Dla własnego dobra, dla dobra mojej małej córeczki, która musiałaby patrzeć na zestresowaną i nieszczęśliwą mamę, a i tak ostatecznie nie miałabym przyszłości w tej firmie. Czekam teraz na reakcję szefa, co zrobi i jak zareaguje na mój wniosek o urlop. Na razie spotkał się z prawnikiem i z kadrową, coś ustalili, ale co? Niedługo przyjdzie się mi przekonać. Prawda jest taka, że nie szanuje się kobiet, nie dba o ich los. Zostałam zlekceważona i potraktowana jak ostatni śmieć. Ta sprawa prawdopodobnie będzie mieć finał w sądzie. Na razie nic nie piszę więcej. Strasznie dużo zdrowia mnie to kosztowało. Od ponad tygodnia mam migrenę, ciągle biegam do kibelka, nie miałam szans poćwiczyć, ani zdrowo się odżywiać, zjadałam w biegu byle co, nawet pizzę, bo nie było czasu zrobić sobie nawet obiadu. Ten tydzień też nie jest najlepszy pod tym względem, ale to już trudno, daruję sobie. Myślę, że niedługo wszystko się wyjaśni, chociaż nie raz czeka mnie jeszcze dużo stresów.  No trudno. Spisuję ten czas na straty. Na szczęście moja waga pokazała wczoraj 56,0 kg (na nieszczęście zjadłam ciasto u cioci, a dzisiaj trochę czekolady), a i w sobotę udało się mi zaliczyć dwugodzinny maraton fitness. Było co było, będę starała się teraz jeść zdrowiej. Wiosna niedługo i musi być lepiej!!! Zaraz się zbieram na fitness, na 2,5 godziny i mam zupełnie inny nowy plan na życie!!!!!!