Czyli najpierw idę do fryzjera naprawić to co mam na głowie, żeby wyglądało jak włosy, idę do dentysty naprawić zęby po roku karmienia, idę do... psychiatry zbadać się, tzn. porozmawiać. I moja siostra i mój mąż zauważają, że coś jest ze mną nie tak - nie uśmiecham się, nie cieszę, w zasadzie dopada mnie marazm i stagnacja... nie wiem, jak to nazwać, ale ostatnio się tak czułam, gdy nie mogłam parę lat temu znaleźć pracy po zwolnieniu, tak więc... nie jest za ciekawie. Wizytę mam jednak dopiero za 2 tygodnie. Co tydzień w środę będę mieć coś do zrobienia.
Dziś nie uczę się żadnych programów i nie czytam książek. Z dobrych wiadomości to moje 2 wnioski o dotację przeszły weryfikację formalną - to niewiele, ale zawsze coś, przynajmniej nie zostały odrzucone w przedbiegach.
Dostałam cynk! Że być może mój szef będzie chciał mnie z powrotem w pracy. Pewnie się dowiedział, że to nie takie proste zlikwidować stanowisko pracy i się przestraszył konsekwencji. Aj nie wiem, czy to nie moja wina. Mam za długi język - nawet jak komuś ufam to powinnam się nauczyć, że nie można nikomu ufać, bo przecież zawsze może coś chlapnąć. Nie wiem, czy to nie mój przełożony...tzn wiem, że to on, bo sam mi to powiedział, powiedział szefowi, że nie tak łatwo jest zlikwidować jedno stanowisko pracy i szef się zaczął zastanawiać. Przełożony chce dobrze, bo mu zależy na tym, żebym ja pracowała dla niego, ale... no way! Po takim potraktowaniu mnie już nigdy nie wrócę do tej pracy!!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz