niedziela, 16 marca 2014

Koniec karmienia i kac gigant

W skrócie, bo nie mam siły, a mała się przebudza co chwila i muszę do niej biegać.

1. Koniec karmienia. Udało się mi odstawić małą, a raczej ona sama wstała w sobotę rano i grzecznie sobie stała w łóżeczku. Pospała do 7:12. Niczego się nie domagała, tak więc mleka już nie dostała, teraz ważne, żebym ja była konsekwentna. Trzeba zakończyć laktację.

2. Koniec karmienia i świętowanie. Nie, nie stęskniłam się za alkoholem, ale z tej okazji wypiłam prawie całą butelkę porto. Oczywiście dzisiaj kac gigant.. nie pamiętam kiedy miałam kaca. Porzygało mnie, czułam się fatalnie, nie rozumiem, co ludzie widzą w alkoholu. Nic dziś sensownego nie zrobiłam. Trening oczywiście się nie odbył.

3. Dobra, przyznam się. Piłam, bo było mi źle. Znowu spina z mężem. O co? Bo raz nie posprzątałam po kolacji małej... czy tam dwa razy, tylko miałam czelność usiąść i zjeść kolację. A wszystko zostało na głowie mojego męża. Inna historia jest taka, że mój mąż pracuje w tym tygodniu bardzo dużo i wraca bardzo późno do domu. Parę razy wrócił tak, że nawet nie zobaczył małej, więc wszystkim ja się musiałam zajmować. Każde z nas jest zmęczone. Ja przeżywałam jeszcze odstawianie małej od piersi - co dla niego nie miało żadnego znaczenia oczywiście. No się do mnie nie odzywał pół soboty, dopiero znowu musiałam dociekać, co się stało. Męczące to już trochę. Oczywiście chodzi również o sex, a raczej o jego brak. Oddalamy się znów od siebie, ale teraz nawet nie mam ochoty na niego spojrzeć, bo... on nie ma sobie nic do zarzucenia, czyli to ja. Jak zwykle ja. Ja siedzę wieczorami i oglądam seriale, zamiast z nim być, a ja siedzę i oglądam seriale, bo go nie ma, albo siedzi i gra w pasjansa, a ja myślę, że on nie chce być ze mną....


Dość mam wszystkiego. Mała płacze.. nie śpi jeszcze!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz