Taki właśnie był plan. Spokój, relaks, luz, życie bez stresu. Spotkałam się jednak wczoraj z moją przyjaciółką na kawie, a ona powiedziała mi, że... jestem strasznie zestresowana i że to po mnie widać, że zawsze tak było, że cały czas nerwowo patrzę na komórkę, planuję wszystko i organizuję, że wszystko muszę mieć pod kontrolą, a przecież to jest niemożliwe i niezdrowe! Że stres niczemu nie służy, i tak sytuacja nas dopadnie (pewnie pomijając ten stres motywacyjny).
Moje podejście do siebie też jest niewłaściwe. Mówię sobie, że się mi uda z firmą, bo przecież są ode mnie gorsi, zamiast skoncentrować się na tym, jaka ja jestem i jaka jest moja wartość. No właśnie, nie bardzo widzę swoją wartość. Spotkanie było miłe, ale dało mi dużo do myślenia!
Najgorsze z wczorajszego dnia jest to, że po całej tej rozmowie byłam tak wykończona i zniechęcona, że nawet odepchnęłam mojego męża, któremu brało się na amory... a szkoda, bo była szansa się zbliżyć. Teraz pewnie już nie będzie chciał, czyli ja będę musiała się postarać. Dalej moje libido nie wróciło do normy i dalej jest na poziomie prawie zerowym. Ciekawe, czy to kiedyś minie....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz